Praca i nauka za granicą
10 tys. funtów miesięcznie

Przez pierwsze dni pobytu w Londynie Damian spał w krzakach na terenie parku. Teraz ma tam własne mieszkanie i firmę, dzięki której do niedawna uzyskiwał dochody rzędu 10 tys. Ł miesięcznie. Polak zajmuje się dekorowaniem karoserii samochodów.
Damian to znakomity graficiarz z Krotoszyna (woj. wielkopolskie) malujący oszałamiające grafiki na samochodach i nie tylko. Dzięki swoim umiejętnościom udało mu się podbić Londyn. Wyjechał latem 2005 roku, zaraz po ukończeniu liceum. – Początek był dla mnie naprawdę tragiczny. Nie chciałem jechać sam, dlatego namówiłem na wyjazd kolegę – wspomina Polak. – Nie miałem zbyt wiele pieniędzy, oprócz tego co udało mi się odłożyć z rysowania portretów, ale na bilet starczyło. W ten o to sposób dwójka młodych Polaków wyruszyła w ciemno na podbój Wielkiej Brytanii. Jedynym punktem zaczepienia była obietnica pomocy od nieznajomego z internetu…
Nocleg w krzakach
Jakiś czas temu utrzymywałem kontakt z pewnym kolesiem mieszkającym w Londynie. Poznałem go na portalu społecznościowym w rodzaju MySpace albo Facebook, nie pamiętam już dokładnie – mówi Damian. – Zachęcał do przyjazdu, mówił nawet, że może nam załatwić pracę, a ja naiwny w to wszystko uwierzyłem. Na miejscu okazało się, że nas wystawił.
W tej sytuacji nie pozostało im nic innego jak walczyć o przetrwanie. – Przez pierwszy tydzień zastanawialiśmy się co zrobić, by nie wracać do kraju, bo pomimo tego co nas spotkało spodobało nam się w Londynie – mówi Damian. – Na początku spaliśmy w krzakach na terenie parku. Po tygodniu musieliśmy już coś na gwałt wymyślić. Zaczęliśmy od szukania transportu do Polski. Wybawieniem okazał się napotkany po drodze rodak, który powiedział im o Hammersmith, polskiej dzielnicy w Londynie oraz dał pieniądze na autobus i coś do picia.
- Po przyjeździe na miejsce poszliśmy do polskiego kościoła, gdzie trafiliśmy na człowieka, który przyjął nas do siebie i pokazał ścianę płaczu – opowiada Damian. – Dzięki zamieszczonemu tam ogłoszeniu znaleźliśmy pracę na mistrzostwach świata w krykiecie. Pozwoliło nam to odbić się od dna. Kolega wrócił do Polski, a ja zostałem w Londynie. Z pomocą wspomnianego rodaka założyłem tam własną działalność.
Własna firma
Firma Damiana zajmuje się główne malowaniem, a właściwie dekorowaniem karoserii samochodów. – Przychodzi dajmy na to pan Smith i mówi, że chce mieć namalowanego na aucie tygrysa i ja mu to robię – mówi Polak. – Najpierw projektuje na papierze, a następnie przenoszę gotowy wzór na pojazd. Oprócz malowania samochodów zajmuje się jeszcze dekoratorstwem wnętrz, malowaniem pokoi dziecięcych i innych.
Polak przyznaje, że praca lakiernika to bardzo dochodowe zajęcie na Wyspach. -Anglicy są w stanie wydać sporo pieniędzy na upiększenie swoich samochodów. W każdym miesiącu robiliśmy po 4-5 aut, w większości drogich modeli – mówi Damian. – W zależności od stopnia skomplikowania wzoru i liczby kolorów, za jedno takie zlecenie kasowaliśmy 400-2500 Ł. Dochody firmy kształtowały się na poziomie 10 tys. Ł miesięcznie.
Skopane zlecenie
Wszystko szło dobrze do momentu, w którym rozwój firmy zahamował poważny błąd jego współpracownika... – Podczas mojego pobytu w Polsce, kolega wziął się za malowanie drogiego samochodu. Wykorzystał w tym celu nową technikę, której jeszcze nie opanował – wyjaśnia Damian. – Mój współpracownik, który dotychczas malował samochody za pomocą komputera, tym razem postanowił to zrobić ręcznie. Efekt okazał się fatalny. Klient się zdenerwował, bo autko było nowe z salonu. Wszystkie zarobione pieniądze poszły na spłatę pojazdu w banku, a mój samochód w rozliczeniu dla klienta. Zostałem zmuszony zawiesić działalność do lata i podjąć pracę w Polsce.
Pomimo tych kłopotów Damian deklaruje szybki powrót na Wyspy. – Mam tam własną firmę i mieszkanie. W Londynie czuje się jak u siebie, zupełnie inaczej niż w Polsce – mówi chłopak. – Na samym początku mieszkałem w polskiej dzielnicy na Hammersmith, potem przeniosłem się do centrum Londynu w okolice pałacu Buckingham. Teraz mam tam mieszkanie niedaleko Regent Street, czyli praktycznie w samym centrum.
Kinga Nowak

